Nigdy przed tym wyjazdem nie
leciałem samolotem na tak długim dystansie, więc nie do końca wiedziałem czego
się spodziewać :) Nieco przerażało mnie ponad 7 godzin w samolocie, a potem
jeszcze kolejne 3. Okazało się jednak, że nie taki diabeł straszny jak go
malują!
 |
Ostatni rzut oka na Pyrzowice... |
 |
... a potem obczajka gdzie by tu można w miarę wygodnie się przespać |
 |
Moszczenie się :) |
Samolot duży, miejsca na nogi
naprawdę pod dostatkiem, filmy i muzyka do wyboru, a do tego jeszcze bardzo
dobre żarcie i procentowe umilacze czasu serwowane z uśmiechem i bez
ograniczeń! Do tego jeszcze to poczucie spokoju, że co jak co, ale arabskie
linie lotnicze chyba najmniej narażone są na różne mniej lub bardziej rozsądne
pomysły fanatycznych wyznawców Allacha!
Koniec końców okazało się, że
najsłabszym ogniwem wycieczki „w tą stronę” nie był ani długi lot, ani nawet
nocka spędzona na dziko na miękkich kanapach dublińskiego lotniska, a odprawa
bezpieczeństwa na lotnisku w Katowicach, gdzie stawiający swoje pierwsze kroki
w zawodowej karierze pracownik lotniska, próbował się wykazać i udowodnić nam,
że on tu niepodzielnie rządzi :)
 |
Nie przeszkadzały nawet menu napisane dziwnymi szlaczkami :) |
Potem,
poza tradycyjnie ciasnymi już samolotami Ryanair, wszystko poszło sprawnie i
gładko!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz