Podczas naszej objazdówki mieliśmy jeden postój, gdzie można
było kupić sobie mleczko kokosowe serwowane bezpośrednio z kokosa.
Kokos jak kokos, można kupić i u nas w Polsce, ale sposób w
jaki były one serwowane tutaj dosłownie powalał z nóg. Dwóch panów parających
się tym interesem dysponowało tylko drewnianym wózkiem wypełnionym górą
kokosów, maczetami i słomkami do napojów.
Kiedy tylko ktoś zapragnął spróbować co kryje się w sercu
orzechów dojrzewających w cieniu palmowych liści, Coco-Magicy brali maczetę,
podrzucali jednego z orzechów wyczyniając z nim prawdziwe cuda, a potem
podawali zainteresowanym.
Ale co tam opisy, zobaczcie sami :)
Ja osobiście za kokosami nie przepadam i w miarę możliwości staram się ich unikać, ale dziewczyny były zachwycone. Pytanie tylko czy kokosami czy kokomagikami? :)
OdpowiedzUsuń