niedziela, 27 lutego 2011

W poszukiwaniu utęsknionej wiosny

Czasami człowiek musi uciec od wszystkiego, wyłączyć się, zresetować i gdzieś naładować baterię. A gdzie to najlepiej zrobić jak nie w magicznym Krakowie? Co prawda w sobotę pogoda nas nie rozpieszczała, Escort bez ogrzewania też dorzucił swoje 3 grosze, ale spotkania ze znajomymi (dla mnie nowopoznanymi), spacer po krakowskim Rynku, nadwiślańskich plantach, Zakrzówku i Kazimierzu z jego niepowtarzalnymi zapiekankami skutecznie pozwolił poczuć nadciągającą wiosnę :)


I jeszcze jedno zdjęcie, które jest początkiem nowej świeckiej tradycji w fotografowania wszystkich przybyłych do mieszkania „poznańsko-krakowskich” znajomych Polly :)

piątek, 25 lutego 2011

14.10.1926 - 25.02.2011

Umrzeć - tego się nie robi kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.


Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.


Coś sie tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.


Do wszystkich szaf sie zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.


Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
O żadnych skoków pisków na początek.

wtorek, 22 lutego 2011

Trudny wybór

Życie to podobno sztuka podejmowania odpowiednich decyzji. Codziennie otaczająca nas rzeczywistość każe nam dokonywać wyborów. Czasem mniej ważnych, czasem bardzo znaczących, ale za każdym razem musimy się na coś zdecydować. Rzadko zdarzają się okazje, kiedy możemy czekać do chwili aż sprawy same się rozwiążą.


Nie inaczej było podczas wczorajszych zakupów, które uświadomiły mi także jak bardzo zmienia się otaczający świat i jakich zdumiewających odkryć może dokonać młody człowiek „mieszkający na swoim” :P


Wczoraj z Polly wybraliśmy się na zakupy. Powoli kończąc naszą przechadzkę pomiędzy regałami z różnymi towarami w supermarkecie, Polly skierowała się w stronę kasy i poprosiła mnie żebym wziął jeszcze Lenor.


Poszedłem więc w stronę chemii, już wyciągnąłem rękę po błękitną butelkę i w tym momencie zwątpiłem w słuszność swego wyboru… Wiedziałem też, że sam sobie z tym wyzwaniem nie poradzę…


Ku mojemu zaskoczeniu, poza błękitnym Lenorem - tym, który pamiętam z pierwszych reklam w telewizji lecących kiedy byłem jeszcze dzieckiem, na półce stało jeszcze... 16! słownie SZESNAŚCIE innych rodzajów Lenora! brązowe perfumowane, zielone fresh, różowe romantic i wiele, wiele innych…




Po prostu koniec świata! Spędziliśmy tam chyba z 15 minut obwąchując wszystkie i koniec końców wybierając… niebieski :D