sobota, 21 kwietnia 2012

Sklep pod Niedźwiedziem

Wracając Månafossen zahaczyliśmy o jeszcze jedno miejsce - najbardziej znany w okolicy sklep z pamiątkami zwany potocznie Sklepem pod niedźwiedziem, a o jego randze świadczyć może to, że jest obowiązkowym punktem każdej wycieczki, która zapuści się w tę okolicą :)


Potoczna nazwa wzięł się zapewne stąd, że w jednej w sal stoi wielki niedźwiedź, ale cechą charakterystyczną sklepu jest to, że poza miliardami świeczek i unoszącą się w całym sklepie wonią parafiny, sklep ma swoją kopalnie, w której wydobywane są przeróżne kruszcze wykorzystywane później do produkcji pamiątek sprzedawanych w sklepie :)














Månafossen czyli wielka woda

Dzisiejszy dzień spędziliśmy od rana do wieczora już całą ekipą - z Anią, Tomkiem, Nelką i Jackiem. Korzystając z wolnego dnia, nasi "Gospodarze" postanowili nam pokazać jeden z największych wodospadów w Norwegii - wspomniany w tytule Månafossen - ponad 90 metrów wolnospadającej wody. Oczywiście 90 metrów to wysokość, ile metrów sześciennych wody spada tam w dół chyba nikt nie jest w stanie zliczyć.

Ale zanim dotarliśmy na miejsce czekała nas jeszcze niemniej ciekawa droga dojazdowa obfitująca w zapierające dech w piersaich widoki, które mam wrażenie w tym kraju są czymś na porządku dziennym.

Po drodze zatrzymaliśmy się bezpośrednio przy jednym z fiordów, gdzie w zatoce poniżej nas statki i łodzie sprawaiły wrażenie tak małych, jak gdyby były malutkimi zabawkami. Dopiero po kilku kilometrach, kiedy zjechaliśy na sam dół zatoki, okazało się, że tak naprawdę są one pełnowymiarowymi statkami i łodziami.


Po dotarciu na parking w okolicy wodposapdu czekała na nas kolejna norweska ciekawostka - sytem zbierania opłat parkingowych. Prosty stojak, jedna szafeczka z której bierze się kuponik do wypełnienia, wpisuje się datę, nr rejestracyjny i kwotę, później wkłada się do niego pieniążek i wrzuca do drugiej skrzyneczki, która wygląda już zupełnie jak skrzynka na listy. Prostota rozwiązania powala na kolana, ale rozwiązanie takie ma rację bytu chyba tylko w tak "rozwiniętym i cywilizowanym kraju" jakim jest Norwegia.




Sama droga do wodospadu wiedzie dosyć stromym zboczem po kamieniach, częściowo drewnianymi schodkami i fragmentami zwykłych ścieżek. W kilku miejscach dla ułatwienia pojawiają się również łańcuchy.



Sama droga na górę trwa jakieś 15 minut, ale widok ze szczytu z całą pewnością wart jest każdego zrobionego kroku!





Oczywiście i dzisiaj nie mogło również zabraknąć kilku chwil na danie upustu fantazji i zrobienie kilku zdjęć innych niż standardowe :P




piątek, 20 kwietnia 2012

Jak ujarzmić Fiorda czyli krótki fotoprzewodnik

Od samego początku całemu naszemu wyjazdowi do Norwegii przyświecał jeden zasadniczy cel - ujarzmić Fiorda :) Wiele osób mówiło, że to trudne, że to wymaga poświęceń i że to wcale nie jest takie proste jak mgłoby się to wydawać. W rzeczywistości okazało się, że wcale tak źle nie było :P

A jak się do tego zabrać? Po pierwsze trzeba znaleźć Fiorda, którego chce się "ujarzmić" :) Potem warto znaleźć mapę okolicy, która wskaże nam drogę do siedziby Pana Fiorda :)


W naszym przypadku padło na Preikestolen, a mapę udało nam się znaleźć już na samym parkingu. Trasa do pokonania: 3800 metrów w poziomie i ok. 334 metrów w pionie.

Kiedy mamy już Fiorda, mamy mapę więc nie pozostaje nic innego, jak krok po kroku pokonywać kolejne etapy wyznaczone przez mapę :) Pierwszy krótki postój - 500 metrów w poziomie i pierwsza mini przerwa na zdjęcia.


Kolejny postój robimy na 1500 metrze naszej wycieczki i również w tej okolicy robimy kilka zdjęć... Jak pokazał wczorajszy dzień, dobrą praktyką jest to, że do zdjęć wkrada się odrobina niestandardowych ujęć :P





Następny postój i przerwę na zdjęcia robimy na 2 kilometrze naszej trasy. Widoki zaczynają się robić coraz ciekawsze, ale w dalszym ciągu czekamy na MEGA WOW obiecane u celu naszej podróży...


2,7 km to już przedostatni postój na naszej trasie i kolejne zdjęcia księżycowego krajobrazu, który jest tutaj standardem...


Victory! Po dwóch godzinach marszu docieramy do celu! Fiord zdaje się być całkiem spokojny, zdaje się w ogóle nie reagować na obecność obcych przyszbyszów, ale po jakimś czasie jednak się buntuje i próbuje nas przegonić swoim MEGA mocnym oddechem... My jednak jesteśmy twardzi i Fiord tak łatwo się nas nie pozbył :)




Dopiero po pełnej sesji zdjęciowej i krótkim popasie, kiedy wiatr staje się trudny do zniesienia decydujemy się na odwrót :)



Co prawda nie obyło się bez mniejszych lub większych trudów podróży, trudów wspinaczki...


...napotkanego po drodze śniegu...


...i wiatru, który znów chciał nam pourywać głowy...,


ale z cała odpowiedzialnością stwierdzam, że było warto... Choćby dla samych widoków...